Najważniejsze fakty o albumie The Strokes
- To szósty album studyjny zespołu i jeden z najgłośniejszych powrotów w alternatywnym rocku ostatnich lat.
- Premiera odbyła się 10 kwietnia 2020 roku, po długiej przerwie po poprzednim pełnym wydawnictwie.
- Na płycie jest 9 utworów, więc album nie rozlewa się na niepotrzebne dygresje.
- Najmocniejsze punkty to „The Adults Are Talking”, „Bad Decisions”, „At the Door” i „Ode to the Mets”.
- To album nagrodzony Grammy za Best Rock Album, co potwierdziło jego znaczenie także poza fanowskim obiegiem.
- Najlepiej działa jako całość, ale równie dobrze sprawdza się jako wejście do późniejszej fazy The Strokes.

Dlaczego The New Abnormal działa jak most między dawnym a obecnym The Strokes
Ja słyszę tę płytę przede wszystkim jako moment, w którym The Strokes przestali udawać, że wciąż są zespołem z początku wieku. I dobrze, bo największą siłą tego materiału nie jest nostalgiczne odtwarzanie starego schematu, tylko przeniesienie znajomej energii do bardziej dojrzałej, miejscami chłodniejszej formy. To nadal jest ten sam zespół: szorstki w gitarach, melodijny w refrenach i lekko nieufny wobec własnej emocjonalności, ale wyraźnie świadomy, że po latach trzeba szukać innych proporcji.
W praktyce oznacza to album, który nie próbuje wygrać samą legendą. Zamiast tego dostajemy dobrze wyważoną płytę, w której słychać zarówno doświadczenie, jak i chęć zachowania charakteru. Dla czytelnika, który chce zrozumieć, o co chodzi w tym wydawnictwie, najważniejsze jest jedno: to nie jest wielki reset, tylko sensowna aktualizacja języka The Strokes. I właśnie dlatego ten materiał nie starzeje się jak jednorazowy powrót z sentymentu. To prowadzi mnie do najważniejszego pytania: co dokładnie słychać w samym brzmieniu?
Jak brzmi ta płyta od pierwszego riffu do ostatniego wybrzmienia
Najprościej powiedzieć, że ten album jest mniej nerwowy niż klasyczne początki The Strokes, ale bardziej rozciągnięty w czasie i lepiej oddychający. Rick Rubin nie wygładza wszystkiego do radiowej papki, tylko zostawia przestrzeń dla napięcia, dzięki czemu utwory mogą narastać wolniej i mocniej pracować na końcu. To ważne, bo właśnie w tej przestrzeni pojawia się coś, czego zespół wcześniej często sobie odmawiał: więcej ciszy, więcej zawieszenia i więcej miejsca na wokal, który nie musi już cały czas udawać obojętności.
- Gitary są nadal centralne, ale częściej budują klimat niż atakują od pierwszej sekundy.
- Syntezatory i klawisze dodają płycie chłodu i lekko retro-futurystycznego odcienia.
- Tempo jest zwykle umiarkowane, co dobrze działa na teksty i napięcie między zwrotką a refrenem.
- Wokal Casablancasa brzmi bardziej świadomie i mniej prowokacyjnie, a przez to zyskuje emocjonalną wiarygodność.
- Produkcja stawia na przejrzystość, więc każdy detal ma swoje miejsce zamiast ginąć w ścianie dźwięku.
To właśnie dlatego ta płyta nie męczy mimo wyraźnie melancholijnego tonu. Ona nie chce być hałaśliwa za wszelką cenę, tylko konsekwentna. Kiedy już złapiesz ten rytm, łatwiej przejść do konkretów, czyli do utworów, które najlepiej pokazują charakter całego wydawnictwa.
Które utwory naprawdę niosą ten album
W przypadku tej płyty warto myśleć nie o „najlepszym singlu”, tylko o funkcji każdego utworu w całej sekwencji. The Strokes zrobili tu album, który mocno zyskuje na słuchaniu po kolei, bo wiele numerów nabiera sensu dopiero wtedy, gdy zestawi się je z sąsiednimi kawałkami. Poniżej zestawiam te utwory, które moim zdaniem najczytelniej pokazują, jak działa cały materiał.
| Utwór | Rola na płycie | Dlaczego jest ważny |
|---|---|---|
| The Adults Are Talking | Otwarcie i deklaracja kierunku | Ma świetne narastanie, a finał pokazuje, że zespół nadal potrafi zbudować naprawdę mocny refren bez pośpiechu. |
| Selfless | Najbardziej liryczny punkt środkowy | Tu najlepiej słychać, że album nie boi się delikatności i nie potrzebuje ciągłej szorstkości, by trzymać uwagę. |
| Bad Decisions | Najbardziej chwytliwy numer | To singiel, który działa od razu, bo opiera się na prostszym, bardziej popowym haczyku niż większość reszty płyty. |
| At the Door | Najchłodniejszy i najbardziej odważny moment | Pokazuje, że zespół potrafi iść w stronę bardziej zamyślonego, niemal sennego klimatu bez utraty tożsamości. |
| Why Are Sundays So Depressing | Środkowy ciężar emocjonalny | Przydaje płycie autentycznej melancholii i przypomina, że to nie jest tylko zbiór sprytnych riffów. |
| Ode to the Mets | Finał i domknięcie całej historii | To jeden z tych końcowych numerów, które zostają w głowie na długo, bo łączą spokój, smutek i wyraźne poczucie puenty. |
Jeśli ktoś pyta mnie, od czego zacząć, odpowiadam prosto: od „The Adults Are Talking”, a potem od razu do finału z „Ode to the Mets”. Ten duet najlepiej pokazuje, że tutaj nie chodzi o przypadkowy zestaw piosenek, tylko o album z wyraźną architekturą. A kiedy już to widać, naturalnie pojawia się następny temat: po co właściwie taki kształt i co mówi nam sama oprawa płyty.
Okładka i tytuł ustawiają nastrój szybciej niż sama muzyka
Tytuł tej płyty działa jak komentarz do epoki, ale bez nachalnej publicystyki. Sugeruje przesunięcie, lekką dezorientację i świat, w którym stare reguły już nie wystarczają, a nowe jeszcze nie są oswojone. To ważne, bo album nie brzmi jak triumfalny comeback. Brzmi raczej jak świadectwo tego, że zespół świadomie wszedł w etap, w którym nostalgia przestaje być wystarczającą strategią.
Oprawa wizualna dobrze gra z tą muzyką, bo nie obiecuje prostego powrotu do garażowego hałasu ani wygładzonego retro-popowego produktu. Zamiast tego dostajemy estetykę, która podkreśla napięcie między energią a niepokojem. Właśnie tak lubię czytać ten album: jako całość, w której nazwa, brzmienie i klimat pracują w jednym kierunku. I to prowadzi do pytania, dlaczego ta płyta wyrosła na punkt odniesienia w dyskografii zespołu.
Dlaczego ten album wyrósł na punkt odniesienia dla późnych The Strokes
Ważny jest tu nie tylko odbiór fanów, ale też fakt, że płyta została doceniona przez branżę. Jak podała Recording Academy, album zdobył Grammy za Best Rock Album, a dla The Strokes było to pierwsze takie wyróżnienie w karierze. To nie jest drobny przypis do historii zespołu, tylko sygnał, że materiał trafił w coś szerszego niż tylko sentyment do starej sceny nowojorskiej.
Dla mnie istotniejsze od samej nagrody jest jednak to, że ta płyta zamknęła jedną rozmowę i otworzyła kolejną. Zamiast pytać, czy The Strokes potrafią jeszcze brzmieć jak dawniej, zaczęto pytać, jak mogą brzmieć sensownie teraz. I właśnie to jest największy sukces tego albumu: nie udaje muzeum, ale też nie odcina się od własnej historii. Na tym tle łatwiej zobaczyć, dla kogo ta muzyka naprawdę zadziała dziś najlepiej.
Jak słuchać tej płyty, żeby usłyszeć jej pełny sens
Najlepiej słuchać jej w całości, bez przeskakiwania z utworu na utwór według singli. Ta płyta mocno korzysta z kolejności numerów: najpierw otwiera się energią, potem schodzi w bardziej zamyślony środek, a na końcu domyka się emocjonalnie. Jeśli ktoś zna The Strokes tylko z najbardziej oczywistych kawałków, może się zdziwić, jak dużo tu cierpliwości i jak dobrze działa napięcie zamiast natychmiastowego uderzenia.
Ja polecałbym taki porządek odsłuchu: najpierw całość na spokojnie, potem ponownie z uwagą na środek albumu, a na końcu porównanie z „Room on Fire” i „Comedown Machine”. Wtedy słychać najwięcej: jak zespół przesunął akcenty, co zachował z dawnej energii, a z czego świadomie zrezygnował. Dla słuchacza w Polsce to nadal bardzo dobry album wejścia w późny etap The Strokes, szczególnie jeśli ceni się alternatywny rock, w którym melodia jest równie ważna jak charakter.
Co warto sprawdzić po tym odsłuchu, żeby album wybrzmiał mocniej
Jeśli ta płyta zadziałała, nie kończyłbym na jednym odtworzeniu. Najwięcej zyskasz, kiedy zestawisz ją z wcześniejszymi albumami zespołu i sprawdzisz, jak bardzo zmienił się balans między gitarową bezpośredniością a nastrojem. W praktyce najlepiej robi to porównanie z „Room on Fire”, bo pokazuje, jak daleko The Strokes przesunęli się od zwartego, młodzieńczego napięcia do bardziej rozluźnionej, ale też dojrzalszej formy.
W 2026 roku ten album nadal broni się bez sentymentalnej protezy. Nie dlatego, że jest idealny, tylko dlatego, że ma własny ciężar i jasno określony charakter. Jeśli chcesz zrozumieć późnych The Strokes, to jest jedna z tych płyt, które naprawdę warto znać, a nie tylko odhaczyć jako „powrót zespołu”.
